#PolkinaIslandii / Þórshöfn

Dziś w ramach projektu #polkinaislandii przenosimy się na koniec Islandii. Swoje życie na północno-wschodnim krańcu wyspy przedstawi nam Ewa.

 

Ewa 29 lat, mama 5 letniego urwisa. Na Islandię przenieśli się z Belgii przed trzema laty.

Þórshöfn – miejscowość rybacka na północnym wschodzie Islandii w regionie Norðurland eystra i okręgu administracyjnym Norður-Þingeyjarsýsla. Siedziba władz gminy Langanesbyggð oraz sąsiedniej Svalbarðshreppur. Położona jest na zachodnim brzegu półwyspu Langanes, nad zatoką Lónafjörður, stanowiącą część większej zatoki Þistilfjörður. Miejscowość zamieszkuje około 400 osób.

Odległość do Akureyri 230km, do Reykjaviku 620km.

W naszej wiosce jest jeden sklep spożywczy, stacja paliw oraz bar. Sklep jest dość dobrze zaopatrzony, aleczasem zdarzają się sytuacje, że nie ma dostawy, wtedy trzeba sobie jakoś radzić. Najczęściej odczuwamy braki w pieczywie oraz świeżych warzywach. Z pieczywem w takich sytuacjach staramy się sobie radzić i pieczemy własne.

Wioska jest na tyle mała, że z jednego końca na drugi można przejść w ok 30 min. Do pracy mam jakieś 5 min na nogach. Przedszkole syna mam na przeciwko swojego domu.

Poza głównymi punktami w miasteczku typu szkoła, gmina itp nie mamy tu niestety wielu atrakcji. Jest basen oraz sala gimnastyczna z siłownią. Mamy też salę balową (na której odbywają się różnego typu imprezy jak np Dzień Kobiet albo choinka dla dzieciaków) Ogólnie ludność na naszej wiosce jest raczej przyjazna poza nielicznymi przypadkami.

Większe zakupy robimy tak raz na miesiąc w okresie letnim. Jak pogoda pozwala to w zimowym też raz na miesiąc, jak nie to nawet raz na dwa miesiące w Akureyri. Zazwyczaj zaopatrujemy się w taki towar jak mięso, warzywa (które da się zamrozić) produkty mleczne typu masło, mleko, wędliny. Ponadto chemia, bo u nas w sklepie jest dość droga oraz pieczywo i produkty do wypieków typu mąka itp.

Największym szokiem dla mnie tutaj były i są srogie zimy oraz potwornie silne wiatry w tym okresie. Bywały sytuacje, że jadąc na zakupy nie wiedzieliśmy czy zdążymy wrócić przed końcem dnia. Raz mieliśmy taką sytuację, że jadąc przez góry nie dotarliśmy do domu i musieliśmy szukać noclegu w miejscowości przed górami.

Jeśli w okresie zimowym pogoda nie pozwala na wyjazd na zakupy to pozostaje nam nasz sklep na wiosce. Niestety nie zawsze jest zaopatrzony wystarczająco. Często produkty mają krótkie daty spożycia. (w porównaniu do Akureyri) szczególnie produkty mleczne jak mleko, śmietana czy jogurty. Z pieczywem też bywa różnie i nie jest to akurat zależne od pogody. W takich sytuacjach jakoś trzeba sobie radzić. Dużo osób piecze swoje chleby. Dobrym rozwiązaniem jest też u nas mrożenie pieczywa szczególnie świeżego. Zwarzywami też niestety bywa różnie, zazwyczaj najświeższe warzywa kupujemy w Akureyri, ale niestety nie wszystkie można mrozić.

Ostatnio dość często robimy zakupy w polskim sklepie w Akureyri lub zamawiamy online w Mini Market w Reykjaviku. Im dłużej mieszkam tutaj tym bardziej brakuje mi typowo polskich produktów.

Mój syn chodzi ostatni rok do przedszkola. W przyszłym roku czeka nas 1 klasa w szkole podstawowej. Jeśli chodzi o przedszkole jako tako narzekać nie mogę. Opiekunki są miłe i bardzo pomocne. Wystarczy utrzymywać kontakt zainteresowania swoją pociechą i od czasu do czasu dopytywać się jak się sprawy mają z dzieckiem. Na temat szkoły niestety jeszcze nie mogę się wypowiedzieć. Napewno długa i mozolna nauka języka czeka też mnie z racji tego, że rozmawiam tylko po angielsku.

Od kilku miesięcy mam ten przyjemność pracować w domu opieki (Hjúkrunar- og dvalarheimilið Naust). Jestem tam jedyną Polką i bardzo sobie to cenię. Praca sama w sobie nie jest specjalnie wyczerpująca, ani wymagająca. Jedynym minusem jest to, że ja nie rozmawiam po islandzku. Nie jest to dużą przeszkodą, ponieważ większość podopiecznych oraz moi przełożeni i współpracownicy mówią po angielsku, ale jednak chciałabym rozumieć więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.