#PolkinaIslandii / Húsavík

Połowa mojego projektu już za nami. Dziś chciałam Was serdecznie zaprosić do Zuzy do Húsavíku na dalekiej północy Islandii.

 

Zuza lat 22
Na Islandii od czerwca 2019 roku
O początku w Húsaviku.

Miejscowość zamieszkuje około 2400 osób i jest położona na północnym wybrzeżu Islandii w gminie Norðurþing (3200 mieszkańców), co oznacza, że Húsavík jest największym miastem w tym regionie. Odległość do Akureyri 75km, zaś do Reykjaviku 460km.

Miasteczko rybacko-turystyczne, słynące z wypraw na wieloryby (W Europie jest to największe centrum obserwacyjne), a w tym roku rozsławione przez film „Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga”.

W Húsavík jest drewniany Kościół zbudowany w 1907 r. uznawany za najpiękniejszy na Islandii, a także dostępne duże muzeum ludowe, przyrodnicze, galeria sztuki, biblioteka, siłownia i basen, który jest otwarty od wczesnego ranka do późnych godzin, a także kąpielisko geotermalne Geosea. Húsavík, jako że położony jest nieco tylko na południe od koła podbiegunowego, cieszy się w lecie 24-godzinnym światłem dziennym. Zimą panują tu długie ciemności i można obserwować piękne zorze.

Mieszkam tutaj 15 miesięcy i zdążyłam dostrzec już kilka zalet jak i minusów mieszkania w tej niewielkiej mieścinie. Pierwsze co zauważyłam to anonimowość, albo właśnie jej brak. Pracuje w sklepie spożywczym (o czym będzie później) do którego przychodzą wszyscy i czy chce, czy nie, znam wszystkich chociaż z widzenia, tak samo jak oni mnie. Niektórzy cenią sobie wielkie miasta, za to, że jest się niemalże niezauważalnym, ale ja dostrzegam w tym wszystkim również plusy.

Miasteczko jest bardzo spokojne, ludzie nie zamykają często domów i mieszkań, samochodów i zostawiają w stacyjce klucze. Zostawiają na ulicy nieprzypięte rowery, hulajnogi. W wielu blokach drzwi wejściowe są zawsze otwarte, a na klatce stoją buty, wózki dziecięce i inne. Nikt nie kradnie, bo przecież wszyscy się znają! I to jest piękne, że możesz czuć tutaj spokój i nie martwić się o to czy danego dnia zamknęło się drzwi do domu.

Zakupy
Temat bliski mojemu sercu! Pracuje w sklepie spożywczo-przemysłowym Nettó w Húsavíku.  Sklep jest zapatrzony tak, że wszystko co na co dzień jest potrzebne znajdziemy na półkach- warzywa, nabiał, produkty suche, puszki, ale także chemię czy jakieś gry, zabawki, artykuły domowe do kuchni, a także mamy polską półkę, zaopatrzoną w ogórki, sałatki w słoiku, musztardę czy czekolady Wedla. Sklep nie jest najtańszym, więc gdy chcemy przyoszczędzić, raz na jakiś czas jeździmy do Akureyri po większe zakupy. Jest taniej i mamy większy wybór.

Mamy tez drugi sklep, który jest sklepem awaryjnym czy zwanym „dla turystów”. Znajduje się w centrum, przy porcie i są rzeczy pierwszej potrzeby i zachcianki. Słodycze, napoje, jakaś chemia, ale ceny są niemalże dwa razy wyższe, więc nikt nie robi tam zakupów na co dzień.

Zabawa zaczyna się, gdy przychodzi zima. Jeśli zima jest lekka to wszystko funkcjonuje normalnie. Gdy mamy sztormy i zamiecie śnieżne, to drogi są nieprzejezdne i wtedy nie mamy dostaw do sklepu. Takie sytuacje to przeważnie dzień, dwa, trzy. Przed pierwszym moim sztormem tutaj uważałam ze ludzie panikują robiąc tak wielkie zakupy, ale jak później zobaczyłam, że drogi są nieprzejezdne, a wyjście z domu ryzykowne stwierdziłam, że jednak są po prostu doświadczeni i zapobiegawczy. Zamawiamy wtedy wcześniej do sklepu więcej, robimy małe zapasy, ale bywa tak ze półki miejscami są puste. Ludzie przychodzą po większe zakupy, bo wiedza, że sytuacja może być tak zła, że wychodzenie z domu będzie ryzykowne.

U nas jest tak, że gdy pogoda jest sztormowa, nawet nie odśnieżają, bo uważają ze nie ma to żadnego sensu i dopiero gdy pogoda wraca do normy, to odśnieżarki wyjeżdżają na ulice.

Jeśli chodzi o pieczywo, to czasami czegoś brakuje, ale zawsze można kupić np. mrożone bułki albo upiec pieczywo w domu. Zima raczej tez rzadko jeździmy do Akureyri, chyba że pogoda jest dobra.

Nauczyłam się, że w miejscu, w którym mieszkam, warto mieć małe zapasy. Jakaś dodatkowa puszka pomidorów, tuńczyka czy makaronu, a także, że nie warto przesadnie planować posiłków, bo bywa tak, że gdy chcemy coś zjeść, to tego akurat nie będzie. Bardzo często trzeba obudzić w sobie kreatywność.

Oczywiście mamy też sklep alkoholowy, w którym znajdziemy wszystko na co mielibyśmy ochotę, a jeśli czegoś nie ma, możemy to zamówić, albo próbować kupić w Akureyri. W centrum jest też niewielka apteka, gdzie możemy kupić leki oraz kilka perfum do wyboru i dwie szafy z kosmetykami kolorowymi, a także artykuły higieniczne. Mamy również chyba trzy sklepy odzieżowe, ale raczej nikt tam nie robi zakupów „na co dzień”, ale awaryjnie możemy kupić tutaj buty, kurtkę czy bluzę. Dzięki temu, że nie mamy tu wielkich galerii handlowych i wielu sklepów z większą łatwością można odłożyć pieniądze, bo nie mamy gdzie ich wydawać, chociaż gdy jedziemy do Akureyri czy stolicy, to pieniądze rozpływają się jak woda.

Wyjazdy do Polski i spontaniczność
Loty do Polski odbywają się z Keflaviku. Z Húsavíku do lotniska mamy 508 km. Są dwie możliwości dostania się na lotnisko.

Pierwsza to oczywiście samochód. Na jazdę trzeba przeznaczyć około 6 godzin. Latem? Super! Ładne widoki po drodze i całkiem przyjemnie. Zimą? Fajnie jak dojedziesz w 10 godzin. Wszystko zależy od zimy. Gdy są sztormy, drogi są często zamknięte i nie przejezdne, więc planowanie podróży zimą zawsze jest trochę ryzykowne.

Jest też druga opcja- małe samoloty międzymiastowe. Mamy w Húsavíku małe lotnisko. Taki lot do Reykjaviku trwa około 40 min, a później do Keflaviku już autobusem. Samolot latem? Również super! Zimą? Różnie to bywa. Samoloty są naprawdę małe, około 20 osobowe, więc gdy jest duży wiatr (a na Islandii lubi sobie czasem powiać) muszą czasami odwołać lot z Húsavíku i oferują autobus do Akureyri i możemy lecieć stamtąd.

Także jak można zauważyć, bardzo ciężko jest wybrać się spontanicznie za granicę, bo potrzebujemy czasu na zaplanowanie dojazdu na lotnisko plus musimy brać poprawkę na warunki atmosferyczne. Gdy chce wybrać się do Polski, cztery dni zawsze rezerwuje na samą podróż, ponieważ loty do Warszawy odbywają się nocą. Pierwsze pół dnia poświęcam na dojazd Husavik-Keflavik, a po locie, do swojej rodzinnej miejscowości mam jeszcze około 6 godzin jazdy autokarem plus powrót na Islandię, także spontaniczne wyjazdy nie są proste.

Możliwość zmiany pracy
Húsavík zamieszkuje około 2300 osób. Oprócz urzędów, straży, policji i innych miejsc, gdzie „musisz znać się na rzeczy”, jest naprawdę niewiele miejsc gdzie można iść do pracy. Mamy przetwórnie rybną i mięsną (barany), ale ja bym nie poszła tam do pracy, bo to nie na moja psychikę. Miejsc pracy w proporcjach do liczby osób zamieszkujących miasto nie jest dużo. Gdy stracisz pracę, trzeba trochę poszukać i pokombinować by mieć fajna posadę i zarabiać w miarę dobrze, szczególnie w obecnej sytuacji panującego wirusa, gdzie wiele miejsc pracy się zamknęło.

Najczęściej wybierane miejsca do pracy przez obcokrajowców to przetwórnia mięsna i rybna, stacje paliwowe, sklep, firma sprzątająca i hotele. Do lipca tego roku mieliśmy również fabrykę PCC Bakki Silicon, która dawała prace dla setek ludzi, tych zatrudnionych bezpośrednio w firmie, ale również dla podwykonawców. Niestety fabryka zawiesiła działalność ze względu na korona wirusa, lecz planowane jest ponowne otwarcie w przyszłym roku.

Język
Będąc gdziekolwiek za granicą, warto znać język, którym posługują się mieszkańcy. Dla własnej wygody w komunikacji przede wszystkim, ale wiemy, że nauka języka obcego to nie jest prosta sprawa. Wyjeżdżając do Islandii byłam przerażona, ponieważ jedyny język jakim się posługiwałam biegle był język polski.

Po przylocie jednak miło się zaskoczyłam. Mój język angielski był na bardzo niskim poziomie i okazało się, że wszytko się da. Dostałam prace mimo wszystko, a ona pozwoliła mi podnieść poziom mojego języka angielskiego. Wszyscy, z którymi się spotkałam tutaj mówią biegle po angielsku lub przynajmniej tak, że jesteśmy w stanie się dogadać. Nikt nie robił mi problemów, że nie znam islandzkiego, chociaż współpracownicy chętnie mówią do mnie islandzkie słówka, żebym mogła się czegoś nauczyć, co mi się osobiście podoba. Także mieszkając nawet w małej miejscowości, jesteśmy w stanie bezproblemowo żyć z tylko i wyłącznie językiem angielskim. Co jakiś czas organizowane są kursy języka islandzkiego i pracodawcy chętnie i z radością nas na nie wysyłają, jeśli tylko wyrazimy chęć nauki. Sama zaczęłam taki kurs, ale niestety SARS-CoV-2 pokrzyżował plany i kurs został zawieszony. Zajęcia odbywają się dwa razy w tygodniu, w godzinach wieczornych. Jeśli pracujemy w tym czasie, pracodawcy nie robią raczej żadnych problemów ze zmianą grafika albo skróceniem czasu pracy. Książki z których korzystaliśmy w czasie zajęć były w cenie kursu, także musimy się tylko zaopatrzyć w coś do pisania.

Turystyka
Húsavík jest miejscowością turystyczną, ze względu na kilka rzeczy. Húsavík jest najbardziej polecanym miasteczkiem na wycieczki statkami na oglądanie wielorybów. Niedawno otwarto nowe Geosea (geotermalny basen), popularny ze względu na widok na góry i ocean oraz brak tłumów jak na słynnym Blue Lagoon. Turyści mogą zatrzymać się w hotelu, domkach w okolicy czy na polu kempingowym, które latem jest zapchane na maksimum.

Niedaleko Húsavíku jest także jezioro Mývatn czy Ásbyrgi, także poza tym co oferuje sam Húsavík, jest tez dobrą miejscowością „wypadową”. W tym roku wszyscy myśleliśmy, że sezon turystyczny będzie słaby, ale prawdopodobnie w jakimś stopniu uratował nas film „Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga”, który częściowo był nagrywany w Húsavíku. Ludzie odwiedzają miasteczko w poszukiwaniu wielorybów z filmu i baru pod szyldem „Jaja Ding Dong”. Choć sam film trzeba potraktować z dużym dystansem, to myślę, że dla wielu osób zapewnił miejsca pracy w dobie wirusa.

Nasza miejscowość jest otwarta na turystów przez cały rok, ale niewiele osób jest na tyle odważnych by podróżować zimą po Islandii, tym bardziej na północ, bo nigdy nie wiadomo co nas spotka po drodze, a poza tym wiele miejsc jest wtedy nieprzejezdnych, nie ma wypraw na wieloryby, więc turystyka rozwija się najbardziej w sezonie wakacyjnym.

Możliwości spędzania czasu ze znajomymi
W naszej miejscowości jest 5 restauracji/ barów/ knajpek do których można wyjść coś zjeść i wypić, ale tak naprawdę tylko w jednej odbywają się imprezy i jest otwarta nieregularnie. Drugie miejsce to hotel, poza tym pijalnia piwa i dwie restauracje.

Poza sezonem letnim/ turystycznym można wyjść do hotelu albo iść na imprezę, jeśli aktualnie się jakaś odbywa. Wybór jest skromny i dosyć kosztowny na dłuższą metę. Jednak najczęściej wybieramy ze znajomymi „domówki”. Poza spędzaniem czasu w ten sposób, latem czasami spotykamy się ze znajomymi na koszykówkę, piłkę nożna czy siatkówkę, a także robimy pikniki na plaży czy wybieramy się na krótkie wycieczki. Dużym minusem dla mnie jest to, że nie mamy wyboru, gdzie iść (szczególnie zimą), tylko musimy iść gdzie możemy, albo spotykać się w domu.

Służba zdrowia to temat rzeka. Mamy tutaj dentystę, szpital. Do dentysty raczej każdy poleca jechać do Akureyri, ale w nagłych przypadkach jest. Jeśli chodzi o szpital ogółem, to wiadomo ze służba zdrowia na Islandii nie jest na wysokim poziomie, a tym bardziej u nas. Gdy idziesz przeziębiona do lekarza, powiedzą ci ze masz wyleżeć, ewentualnie paracetamol, gdy coś bardziej poważnego udają ze wiedza i czasami robią jeszcze gorzej niż jakby odesłali. Porody odbywają się w Akureyri. Koleżanka gdy była w ciąży, myślała ze rodzi pojechała do Akureyri, ale odesłali ja bo okazało się ze „jeszcze nie teraz”. Była zima, śnieżyca. Wrócili do domu, wracając zakopali się, ale na wieczór byli już w domu. Zjedli kolacje i musieli wracać do Akureyri bo zaczęła rodzić. W nagłych przypadkach, albo gdy drogi są zamknięte odbiorą poród na miejscu, ale nikt nie ryzykuje z własnej woli.

 

Reykjavik
W Polsce niemalże całe życie mieszkałam na wsi, położonej blisko średniej wielkości miasta. Jestem przyzwyczajona do ciszy, dźwięków natury, ale także niemalże codziennie byłam w mieście. Po przeprowadzce tutaj ciężko byłoby mi się teraz przyzwyczaić do zgiełku miasta, korków i tłumów ludzi. Stolica jak dla mnie jest smutna, szara i brudna, w porównaniu do innych miast Islandii.

Jestem tam zawsze tylko przejazdem, w jakimś konkretnym celu. Najczęściej przy okazji wyjazdu do Polski, albo przy odbieraniu naszych „gości” z lotniska. Zawsze korzystamy z okazji, że tam jesteśmy, robimy większe zakupy, kupujemy to czego u nas nie ma i idziemy do galerii handlowej oraz korzystamy z możliwości zjedzenia w innych restauracjach, które oferują cos ponad burgery i pizzę.

 

W takim razie dlaczego akurat Húsavík?
Mój chłopak dostał pracę w PCC, tydzień później znalazł mi pracę i przyleciałam do niego. Na początku wynajmowaliśmy pokój w domu, w którym w szczytowym momencie mieszkało nawet 14 osób! Z czasem znaleźliśmy mieszkanie do wynajęcia, poznaliśmy wielu wspaniałych, pomocnych ludzi. Mieszkamy w pięknych okolicach natury, w ciszy i spokoju.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.