Nasza wyprawa na Fiordy Zachodnie Islandii

Z początkiem lipca ruszył mój autorski projekt na Intagramie w ramach którego oprowadzam po Islandii na moim instastory. Nasza pierwsza podróż rozpoczęła się 2/7/2020. Była to niezapomniana i pełna emocji tygodniowa wyprawa na Fiordy Zachodnie Islandii.

O moim projekcie #NordyckieWakacje pisałam tutaj. Znajdziecie tam więcej informacji o moim pomyśle i odnajdziecie linki do kont biorących w nim udział. Pamiętajcie, że najwięcej dzieje się na moim Instagramie, a odbyte już podróże znajdziecie w wyróżnionych relacjach na profilu w zakładkach #NW (#NordyckieWakacje)

 

Nasza pierwsza wyprawa była bardzo spontaniczna. Każda kolejna też taka będzie. Nie tworzymy planu, a jedynie śledzimy mapę i pogodę. Naszym mottem podróżowania jest Droga jest celem, (o czym pisałam tutaj) nie dążymy do żadnego konkretnego miejsca za wszelką cenę, nie gonimy za popularnymi lokacjami. Nie oznacza to też że je omijamy, jednak staramy się, aby nie były priorytetem w naszej podróży. Priorytetem jest natura, podróż, radość z przebytej drogi i chęć zdobywania szczytów i zbierania doświadczeń, a także nauka poprzez kontakt dla naszego sześciolatka. Jeżeli nie starcza sił odpuszczamy, jeżeli wieje wiatr, pada deszcz nie zażynamy się bo musimy zobaczyć, zdobyć, ukończyć. Zawsze możemy wrócić w bardziej sprzyjających warunkach. Mamy ten przywilej, że tu mieszkamy i na zwiedzanie wyspy mamy jeszcze bardzo dużo czasu. Nie bierzemy udziału w wyścigu szczurów. Spędziliśmy na fiordach 7 dni, przeciętny turysta powie, że fiordy objeżdża się w 3-4 dni. Ja jednak nadal mam tam po co wrócić. Poniżej kilka miejsc bez nazwy z drogi.

 

 

W dzisiejszym wpisie chcę zestawić także kilka znanych miejsc które odwiedziliśmy oraz opisać nasze przygotowanie do wyprawy.

 

Podsumowanie

Na 7 campingów podczas wyprawy na Fiordy wydaliśmy w sumie  23 080 ISK
Na baseny podczas tej podróży wydaliśmy 10 500 ISK
Przejechaliśmy 1600 km i na paliwo wydaliśmy 58 000 ISK
Ciężko mi określić ile wydaliśmy na jedzenie. Coś wzięliśmy z domu, gotowaliśmy sami, kupowaliśmy na bieżąco ile się dało, ale też jedliśmy w knajpach.
Rodzina 2+1, jeden samochód, jeden namiot, dwa śpiwory.

 

Campingi

Podczas tej wyprawy postanowiliśmy spać na campingach (więcej o campingach na Islandii tutaj). Ze względu na przygodę do której Vincent już odliczał dni, ale też ze względu na spontaniczność w planowaniu trasy oraz koszta. Mamy zaplanowane kilka wypraw i kilka tygodni urlopu więc spanie w hotelach przez tak długi okres bardzo dużo by nas kosztowało. Ponadto w hotelu czy hostelu trzeba się dostosować do panujących tam zasad (godziny otwarcia kuchni, recepcji) Ponadto nie rozłożymy grilla na hotelowym parkingu (hehe) więc dochodzą koszty jedzenia wyłącznie w restauracjach lub zimnych bułek w aucie. Camping okazał się idealnym rozwiązaniem. Namiot mamy na dachu auta.

 

Campingi z których korzystaliśmy nie były, ani przeludnione, ani drogie. Na południu wyspy campingi są jednak droższe i dużo więcej osób z nich korzysta. Nasz pierwszy nocleg w drodze na fiordy to był ośrodek Húsafell. Jest to ośrodek bardzo rodzinny, wypoczynkowy, typowe miejsce na długi urlop. Islandczycy jeżdżą tam całymi rodzinami na kilka dni, a nawet tygodni. W ośrodku jest hotel, domki na wynajem i camping. Ponadto restauracja, basen, małe pole golfowe oraz boisko do siatkówki plażowej i kosz. Cena to 1500 ISK za pierwszą noc i 1300 za każdą kolejną. 800 ISK za dzieci powyżej 7 roku życia oraz 400 ISK za namiot. Za korzystanie z prądu trzeba zapłacić 1200 ISK za dobę.

 

Kolejny nocleg na naszej trasie był na uroczym i pięknie położonym campingu Laugar í Sælingsdal. To miejsce wiąże się z historią najpiękniejszej kobiety na Islandii w swoim czasie która miała aż 4 mężów, a na terenie tej doliny można znaleźć gorące źródło nazwane od jej imienia Guðrúnarlaug. Woda w nim często jest zbyt gorąca do kąpania. Zaraz przy campingu znajdował się basen i można było skorzystać z samego prysznica jeżeli nawet ktoś nie chciał wchodzić na basen. Cena za nocleg 1500 ISK za osobę. Całego cennika niestety nie widziałam.

 

Kolejnym był najpiękniej położony camping jaki widziałam. Melanes Rauðisandur, położony zaraz przy czerwonej plaży Fiordów Zachodnich. Droga do samej plaży i campingu jest bardzo wymagająca, ale naprawdę warto. Ośrodek dysponuje małą kuchnią, prysznicami i stolikami na świeżym powietrzu oraz grillem dla podróżnych. Cena za jedną osobę powyżej 16 roku życia to 1500 ISK oraz 1000 ISK korzystanie z prądu.

 

 

Następny nasz camping na trasie był w małej mieścinie Tálknafjörður. Kilka pryszniców, mało turystów, aneks kuchenny i obok basen. Przyjemna okolica i piękny fiord w okolicy. Cena za nocleg to 1700 ISK za osobę.

Þingeyri i camping w tej małej miejscowości zmienił nasz wyjazd bo tam powiedziano nam o jednej z najniebezpieczniejszych dróg na Islandii, którą można przejechać tylko podczas odpływu. Camping był mały, ale bardzo dobrze wyposażony. Piękna duża kuchnia, stołówka i czyściutkie łazienki, a nawet suszarki do obuwia. Cena to 1750 ISK za osobę.

 

Na naszej trasie nie mogliśmy ominąć stolicy Fiordów Zachodnich czyli Ísafjörður i pięknie położonego campingu za miastem. Sen przy rzece to było wspaniałe doświadczenie. Szum wody podczas snu działał kojąco. Cena za nocleg za osobę w tym osobliwym miejscu to 1800 ISK. Za korzystanie z prądu trzeba dopłacić dodatkowo 1200 ISK za dobę. W ośrodku znajdowała się pralka i suszarka na pranie.

 

Ostatni nasz camping na trasie był w cudownej mieścinie Hólmavík. Mieścina jest cudowna, spokojna, piękna i osobliwa. Camping pięknie ułożony za jedyne 1590 ISK za osobę.

 

Samochód

Na tegoroczne wyprawy po wyspie przygotowaliśmy sobie terenowy samochód 4×4. Przebudowaliśmy go na mini campera z możliwością gotowania, spania (namiot na dachu) i biwakowania bez dodatkowej infrastruktury jakby przyszło nam spać poza typowym campingiem. Mamy prąd z normalnymi gniazdkami (230V), zbiornik na wodę pitną, kuchenkę gazową z możliwością grillowania i ogrzewanie. W terenie jesteśmy absolutnie samowystarczalni. Raz na jakiś czas musimy uzupełniać wodę, a jak jest możliwość to korzystamy dodatkowo z prądu na campingach, jednak baterie świetnie się uzupełniają podczas jazdy. Postawiliśmy na duży samochód terenowy, aby móc zagłębić się bardziej w interior. Dobry samochód to podstawa na takie trasy. Samochód jest na pneumatycznym zawieszeniu, ma system zdalnego sterowania ciśnienia w oponach (często mnie pytacie na instagramie o te rurki do opon, to właśnie to). Ponadto auto ma pełne blokady mostów, ale to już coś dla wtajemniczonych bo ja sama nie wiem po co nam to wszystko, ale okazuje się, że nie raz pomogło nam to wyjechać z rzeki.

 

Miejsca/Atrakcje

Fiordy Zachodnie nadal omija wielu turystów ze względu na brak czasu i spore odległości wielu odpuszcza całkowicie ten region. Ja na Fiordy pojechałam dopiero drugi raz. Wiecznie było za mało czasu, a zbyt wiele kilometrów do przejechania. W końcu nadszedł czas by tam wrócić. Jakbym miała wymienić najważniejsze atrakcje, które da się wymienić z nazwy to na pewno poleciłabym odwiedzenie plaży Rauðisandur, klify Látrabjarg, Wodospad Dynjandi oraz wjazd na górę Bolafjall przy Bolungarvík. Jednak dla mnie fiordy to cud natury sam w sobie. Moim zdaniem islandzkie atrakcje powinno się określać współrzędnymi, a nie po nazwach. Fiordy, góry, doliny, klify zapierają dech w piersiach. Droga jest celem, a atrakcja jest za każdym zakrętem. Dla mnie najbardziej liczą się przeżycia jakich tam doświadczyłam, a tego nie da się wskazać na mapie. Dlatego bardzo polecam każdemu wybrać się w tamte okolice i po prostu eksplorować.

 

Droga Svalvogar & Kjaransbraut 622

Tej przeprawie musze poświęcić dodatkowy akapit bo było to naprawdę niesamowite przeżycie. Nie jest to miejsce godne polecenia, gdyż w takowe może jechać każdy, zawsze i dowolnym środkiem transportu. Ta droga do takich nie należy. Trasa po części nie znajduje się nawet na mapie, a krótki odcinek jest 5 metrów pod poziomem morza. Z tego właśnie powodu tego kawałka na mapie nie ma, a trasą można jechać tylko podczas odpływu.

Droga Kjaransbraut została uznana za jedną z najbardziej niebezpiecznych dróg Islandii. Znajduje się na klifie, na zboczu góry, pod poziomem morza i jest bardzo wąska. Gdy Zarząd Dróg wycofał się z wybudowania drogi w tym miejscu, farmer Elís Kjaran Friðfinnsson (1928-2008) postanowił zrobić to samodzielnie, małym buldożerem o wdzięcznej nazwie Teskeiðin czyli łyżeczka. Droga całkowicie została ukończona w 1985, od kiedy to da się nią przejechać dookoła.

O słynnej trasie dowiedzieliśmy się na campingu w Þingeyri. Żadna z osób która nam o trasie mówiła czy też inne zapytane o nią, na niej nie były. Kobieta pracująca w informacji, powiedziała, że wie o niej, zna osoby które na niej były, ale ona sama nie pojechała bo się boi i ma lęk wysokości. Opowieści te nie napawały nas optymizmem, a jedynie strachem. Zanim zdecydowaliśmy się tam pojechać, wieczór wcześniej, dotarliśmy do dna internetu. Obejrzeliśmy i przeczytaliśmy chyba wszystko co o tej trasie stworzono. Muszę przyznać, że internet też nie napawał optymizmem. Rano jednak wstaliśmy podekscytowani i z buzującą w żyłach krwią. Odpływ był ok. 15:00 tego dnia, a cały przejazd zajmuje ok. 2h, więc mieliśmy jeszcze sporo czasu. Od rana na spokojnie sprawdziliśmy pogodę, jeszcze raz odpływy, zjedliśmy i poszliśmy zrelaksować się w basenie. Ok. 14:00 z bijącym sercem ruszyliśmy w stronę fiordu.

 

Vincent również czekał z ekscytacją, ale ostatecznie krótko po starcie zasnął. Jednak po jakimś czasie się obudził i również przeżywał przejazd po “dnie oceanu”. Tak jak opisywano w sieci, trasa była kręta, wąska i momentami na zboczu góry. Nie było zbyt wielu możliwości na zatrzymywanie się, gdyż było to zbyt niebezpieczne. Spotkaliśmy na trasie kilka aut, a nawet dwa motory. Najbardziej spektakularny był bez wątpienia przejazd pod poziomem morza, jednak cała trasa jest niezwykła. Otaczające ją góry, okalane chmurami robiły niesamowite wrażenie. Bałam się tej trasy, ale bardziej się bałam że do końca życia będę żałować, jakbym się nie zdecydowała. Niczego nie żałuję.

 

Pamiętajcie, aby ostrzeżenia na takich trasach traktować poważnie i wybrać się na nie z doświadczonym kierowcą, porządnym samochodem 4×4, a także sprawdzić pogodę, oraz odpływy. Jeżeli macie lęk wysokości to dobrze się zastanówcie czy macie ochotę na rozrywkę która przysporzy Wam więcej stresu niż przyjemności. Myślcie o swoim komforcie i bezpieczeństwie przede wszystkim.

 

Drogi na Islandii

Przed każdą wyprawą po Islandii koniecznie sprawdzajcie warunki pogodowe oraz stan dróg. Pogody nie da się przewidzieć z dużym wyprzedzeniem, jednak na stronie VEÐUR.is znajdziecie ostrzeżenia pogodowe, informację o obszarach aktualnych aktywności sejsmicznych oraz spodziewanych deszczach czy wiatrach w danym rejonie kraju. Zawsze można spróbować dopasować trasę do obszaru gdzie przewidywania są lepsze. Dostępność dróg zaś można (a zimą wręcz trzeba) sprawdzić na VEGAGEÐIN.is czy też angielska wersja ROAD.is. My wszystkie atrakcje przy drogach dwucyfrowych znamy aż za dobrze. Czas się zanurzyć w głąb wyspy i zjechać z głównych tras. Na Islandii drogi trzycyfrowe poprzedzone literą F są drogami szutrowymi i bardzo często przejezdnymi tylko dla aut 4×4. Na podanej powyżej stronie można znaleźć oznaczenia dla takich dróg. Pamiętajcie, że na Islandii o zamknięciu dróg może nagle zdecydować Zarząd Dróg ze względu na zbyt silny wiatr, zmianę warunków związanych z naturą (np. z nagłą aktywnością sejsmiczną lub lawiną kamieni) czy też przez wypadek samochodowy. Kolejną kwestią jest rozczytanie oznaczeń. Czerwona linia oznacza, że droga jest nieprzejezdna, zamknięta (może oznaczać, że leży na niej śnieg momentami co utrudnia przeprawę, jednak jeep może tam wjechać. W razie przygód na tej trasie nie otrzymamy pomocy Zarządu Dróg). Zaś czerwona linia ze znakiem żółtego kółeczka z czerwoną obwódką oznacza, że na drodze obowiązuje absolutny zakaz ruchu.

 

Dostępność

Stacje benzynowe na Islandii występują tylko w miastach i we wioskach. Odległości między nimi czasami są bardzo duże co może być kłopotliwe dla podróżujących. Zdanie które nigdy nie powinno się pojawić podczas Waszej podróży po Islandii jest “zatankuję na następnej stacji”. Zawsze starajcie się mieć zatankowany bak powyżej połowy, a jak widzicie stacje to dotankujcie do pełna. Kolejna sprawa jest taka, że wiele tych stacji to samoobsługowe punkty w których można zapłacić tylko kartą lub kartą danej stacji typu pre-paid. Najwięcej tych stacji samoobsługowych na całej wyspie ma stacja benzynowa N1. Warto o tym pamiętać bo jak zakupicie karty pre-paid np. stacji Olis to może się okazać, że ich nie wykorzystacie bo danej stacji nie spotkaliście na swojej drodze. Warto zajrzeć na strony internetowe tych stacji i odczytać ich lokalizacje na całej wyspie.

Sklepy spożywcze również znajduję się nawet w najmniejszych wioskach, jednak musicie pamietać, że w miejscach gdzie jest mała dostępność produktów to ich cena może pójść w górę. Najlepiej jest kupować w marketach typu Bónus, Krónan czy najdroższy z nich Hagkaup. Markety te jednak poza okręgiem metropolitarnym są rzadkością. Na całych fiordach zachodnich jest tylko jeden Bónus (w okolicach Ísafjörður) a dwóch pozostałych nie ma w ogóle. Zostają więc zakupy w droższych marketach jak Nettó i w miejscowych sklepach prywatnych.

Jak się okazuje, dobre piekarnie to także niezwykła rzadkość poza stolicą. Nawet w małych miejscowościach ciężko o dobry chleb. Wszędzie możecie liczyć na chleb tostowy, jednak kupno dobrego chleba na Fiordach graniczyło z cudem.

Jak wiecie (czy też nie) na Islandii alkohol można kupić tylko i wyłącznie w specjalnych sklepach z alkoholem. Vínbúðin jest otwarty w dni robocze maksymalnie od 10:00 do 20:00 oraz w soboty 11:00-18:00, ale wiele zależy od oddziału. Na całych Fiordach Zachodnich sklepy z alkoholem są tylko dwa (w Patreksfjörður i Ísafjörður).

 

Baseny

Podczas podróży po Islandii i spania na campingach zawsze korzystamy z basenów by wziąć prysznic i umyć włosy. Jest to wspaniała forma rozrywki dla sześciolatka oraz komfortowa forma skorzystania w prysznica. Na basenach zawsze są suszarki do włosów, a nieraz nawet prostownice (ku mej uciesze). Na campingowych prysznicach suszarki nie znajdziemy. Ponadto prysznice często są małe i wspólne dla wszystkich.

Mam nadzieję, że powyższy wpis pomoże Wam zaplanować Waszą podróż na Fiordy Zachodnie, które bez wątpienia warto odwiedzić.

Koniecznie zaglądajcie też na mojego Facebooka i Instagrama na którym znajdziecie jeszcze inne treści i więcej mojej codzienności i podróży.

INSTAGRAM.COM/POLKANAISLANDII

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.