Zamknięci w pudełku

Odwiedziłam w ostanim czasie kilka turystycznych atrakcji w Reykjaviku. Mam kilka przemyśleń i chciałam się z Wami nimi podzielić i bardzo jestem ciekawa co Wy sądzicie na ten temat.

Najczęściej z atrakcji dla turystów na Islandii korzystam gdy mam gości, więc stosunkowo rzadko. Osobiście uważam, że jak ktoś przyjeżdża na Islandię na kilka dni to nie powinien w ogóle “tracić” czasu na Reykjavik. Islandia ma dużo więcej do zaoferowania. Moja rodzina z Polski zazwyczaj przyjeżdża na dłużej niż przeciętny turysta i nie trzeba gonić własnego ogona, albo też wpadają na szybki weekend, odpocząć na łonie natury i spotkać się z nami, więc spacer po mieście jest formą wspólnie spędzonego czasu i zjedzenia czegoś pysznego, zwłaszcza gdy za kilka godzin trzeba jechać na lotnisko.

Ostatnio byłam po raz drugi na Fly over Iceland i po raz drugi bezapelacyjnie polecam. W animacjach przed wejściem na lot mamy krótkie historie o Islandii oraz wyjaśnienie islandzkiego powiedzenia Þetta reddast. Sam lot zaś trwa około 8 minut i naprawdę jest pasjonujący. Pełno wspaniałych zdjęć i widoków, których nie jesteśmy w stanie doznać podczas krótkiej wycieczki po wyspie. Ponadto jest to taki malutki procent tego co można przeżyć podczas wizyty w Uniwersal Studio (o którym Wam opowiadałam na Instagramie podczas naszej wyprawy na Florydę), ale wypełnione islandzkimi widokami, a nie animacjami. Uważam, że warto choćby dla tych zdjęć i nie ma co porównywać skromnej Islandii do wielkich amerykańskich Parków Rozrywki. Mój syn chętnie idzie na tę atrakcję z każdą osobą, która tylko wspomni w jego obecności, że chce się tam wybrać. Cena takiego przelotu to 4,000 ISK dla osoby dorosłej i 2,000 ISK dla dziecka. Na kolejne loty można otrzymać drobną zniżkę.

Kolejną atrakcją polecaną przez znajomych było Planetarium w Perlanie. Bilet wstępu na ekspozycje zorzy polarnej to 2690 ISK dla osoby dorosłej i 1490 ISK dla dziecka. Rezydenci mogą skorzystać z 20% zniżki. Kiedy wybrałam się tam z kuzynką w drodze na lotnisko, Planetarium było akurat zamknięte. Jako, że nie miałyśmy czasu na całą ekspozycję Wonder of Iceland (jedyna otwarta w Perlanie) zapytałyśmy o możliwość zwiedzenia samej Ice Cave, która jest jej częścią. Jaskinia była urocza i bardzo mroźna. W środku znajdował się piękny lodowy tron oraz list do przyszłości o pierwszym lodowcu na Islandii, który stracił status lodowca w 2019 roku. Jaskinia jest dobrze wykonana i w pełni oddająca prawdziwość, i bardzo by mi się podobało gdyby nie przedzierający się w głowie głos, że to sztuczny twór zamknięty w pudełku. Tutaj ta myśl pojawiła się po raz pierwszy.

Po wyjściu z jaskini trafiłyśmy na bardzo wymowne animowane koło, przestawiające topnienie lodowca przez ostatnie 200 lat, aż do dnia dzisiejszego oraz przewidywanie jak to będzie wyglądało przez kolejne 200 lat. W dalszej części mogłyśmy uczestniczyć w małej ekspozycji na temat wody na Islandii. W małych akwariach zamknięto sztuczne rybki, zrobiono sztuczną kałużę ruszającą się po podłodze i zamontowano lornetki, aby sztuczne rybki móc podziwiać w powiększeniu. Zrobiono różne animacje i zamieszczono kilka chwytliwych tekstów o czystości wody na Islandii. Moje dziecko zainteresowało się zabawą interaktywną, w której niczym Mario Bros mkniesz rybką do przodu i zdobywasz pożywienie, a ja stanęłam zasmucona wpatrując się w parę turystów. Stali robiąc sobie nawzajem zdjęcia przy jednej animacji. Na wysokiej ścianie po drugiej stronie sali były zawieszone prawie że przezroczyste pasma jakiegoś materiału czy tworzywa, a na tym były wyświetlane latające w dół napisy z nazwami islandzkich wodospadów. Była to naprawdę ładna i pomyślana prezentacja na której można było zawiesić oko. Moja kuzynka wykonała filmik za pomocą aplikacji Boomerang i wyszło naprawdę fajnie. Ale ta dwójka turystów jakoś mnie zasmuciła. Pozowali w jaskrawych kurtkach z Goretexu przy plastikowej ścianie ze światłem. Wyobraziłam sobie jak wysyłają te zdjęcia do rodzin i piszą jaka ta wyspa jest zachwycająca. Smutne.

Spojrzałam na całą wystawę dookoła i znowu poczułam się jak w pudełku. Niby Islandia (kolory, zdjęcia, pejzaże i filmy), a jednak czegoś brak.

Ja rozumiem, że pogoda bywa nieprzewidywalna, wiatr, zimno, deszcz, poziomo padający śnieg i inne. Ale czy przyjeżdżając na Islandię nie liczymy się w tym, że to jednak nie Jamajka? Czy to nie przyroda, pejzaże, góry, ocean, podmuch wiatru, zimna bryza nad wodospadem i zapach siarki nie są największymi atrakcjami tego kraju? Zdjęcia możemy obejrzeć na telewizorze z naszej ukochanej kanapy, z naszego domowego pudełka, wygodnego i ciepłego. Nie trzeba wydawać miliona monet na bilety i hotele, aby zobaczyć plastikowe zwierzęta, sztuczną jaskinię i zorzę na dużym ekranie. Czy my przypadkiem nie za bardzo zamykamy się w sztucznych tworach i odcinamy od natury? Może jeszcze bym to zrozumiała gdyby ten kawałek Islandii, zbudowano np. w Polsce. Wtedy osoby, które nie są w stanie na wyspę przylecieć mogłyby musnąć krainy ognia i lodu na wystawie, ekspozycji czy animacji wysokiej jakości. Skoro jednak już wydaliście te pieniądze, przylecieliście tu i zamiast zwiedzać naturę z której słynie Islandia, wchodzicie do pudła, aby oglądać sztuczną Islandię, to Was nie rozumiem.

Teraz zapewne uznacie mnie na hipokrytkę bo przecież ja tam poszłam. Ale czy nie uważacie, że moje 15 minut “zmarnowane” na obejrzenie sztucznej zorzy w perspektywie moich 15 lat na Islandii to jednak nie to samo co Wasze 10 dni na wyspie, gdy niektórzy odkładali na to miesiącami? Ja poszłam, zobaczyłam, oceniłam…  veni, vidi vici. Wam jednak bardzo polecam: zacznijcie od kontaktu z naturą.

Ostatnio znajomy na FB dodał artykuł o tym, że pod Warszawą powstanie AquaPark. Z ciekawości weszłam w ten artykuł i z przykrością się przekonałam, że otwierają kolejne wielkie pudełko z wodą  chlorem, z piaskiem zapewne z Bali, palmami i sztucznym słońcem na prąd. Nie uważacie, że to wszystko zmierza w złą stronę?

Jakie jest Twoje zdanie? Wolisz sztuczne imitacje rzeczywistości czy jednak kontakt z naturą?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.